Rozmówca:

Zakaz wykonywania zawodu

lata | 1950 dodano | 25.10.2018

biblioteka , czytelnictwo , nauczyciele , polonistka , restrykcje , zakaz wykonywania zawodu

dodał(a): Profil użytkownika melaine koina

Chcę wrócić do moich ulubionych przedmiotów. Język polski lubiłem, matematykę lubiłem z tego prostego względu... Aha! Język polski lubiłem dlatego, że w pierwszej klasie mieliśmy młodą polonistkę z bujnymi blond włosami, w której się kochali wszyscy chłopcy ku zazdrości naszych koleżanek, których było dużo więcej. Dziewięćdziesiąt procent, nas było tylko dziesięć, procentowo biorąc. A myśmy się kochali w tej polonistce. Ale po roku ona przeszłą do biblioteki. Była kierowniczką biblioteki, no to czytelnictwo wzrosło, bo chłopcy ciągle tam przychodzili. Ciągle tam pożyczaliśmy. A przez trzy lata potem była moja świetna nauczycielka przedwojenna, wspaniała, która mnie egzaminowała zresztą, Janina Wójcicka. Dzięki niej właściwie poszedłem na polonistykę.

Ale moim ulubionym przedmiotem również, poza językiem polskim i matematyką - bo matematyka wzięła się z tego, że przez trzy lata ostatnie wychowawcą był matematyk, wspaniały matematyk, poezja to, co on wyczyniał, to była poezja - trzecim przedmiotem był taniec i rytmika. Był taki przedmiot taniec i rytmika. Muszę to powiedzieć, bo może trafi to gdzieś to wiekopomnego źródła, może ktoś to zauważy. Ja o tym już mówiłem, nawet pisałem w "Gazecie Wyborczej" lokalnej, nie pamiętam w którym roku, że ulubioną naszą profesorką była pani profesor Gołaszewska. Ona prowadziła taniec i rytmikę. Ponieważ ona miała znajomych czy przyjaciół, podobnie jak ja, była starsza, miała inne płyty. Po roku '55, czyli '54 przynosiła na ten taniec i rytmikę płyty z jazzem. '54 rok, jazz, myśmy tańczyli do jazzu. Tańczyliśmy do tych płyt jazzowych. Ona realizowała program, ale trzeba wiedzieć, że sekretarz partii czuwał. I stało się tak, że któregoś to roku, nie pamiętam, '54 albo nawet '53, może '54, pani profesor Gołaszewska zniknęła. Zniknął również profesor Dziuś, profesor gry na instrumencie.

My w szkole zawodowej uczyliśmy się tak: albo w klasie skrzypiec, akordeonu, w klasie pianina, albo w tzw. klasie harcerska, instruktorzy harcerstwa stamtąd wychodzili. Ja byłem w klasie skrzypiec, bo byli chłopcy potrzebni. Profesor Dziuś uczył nas skrzypiec, gry na skrzypcach. Na skrzypcach grałem przez cztery lata. Skrzypiec własnych nie miałem, więc nie gram już na skrzypcach, ale dzięki temu, że moja ciotka Lodka, jak mówiliśmy, kupiła mi organki. No i grałem na organkach, do dziś gram na organkach i umiem grać, bo na skrzypcach bym się nie odważył. Śpiewam chętnie, tańczę również, do dziś jeszcze tak. W tym roku ostatnio tańczyłem pierwszego 1 maja na rodzinnym weselu. Proszę państwa, zniknęli nauczyciele: profesor Gołaszewska, profesor Dziuś, nauczycielka historii Lewick, i profesor polonista Bąk. Zniknęli, nie wiedzieliśmy dlaczego.

Okazało się, że to były restrykcje na tej kadrze sprzed wojny. To byli nauczyciele przedwojenni, inteligencja przedwojenna. Nie chcieli wstąpić do partii, a była akcja upartyjniania. Dyrektorem był młody człowiek, trzydziestokilkuletni nauczyciel chemii, nie wymieniam jego nazwisko, nieważne, bo być może to on prowadził tę akcję. My uczniowie nie wiedzieliśmy w ogóle, co się stało z tymi nauczycielami. Dowiedzieliśmy się dopiero wiele lat później, ja się dowiedziałem będąc na kolonii w Czapleńcu pod Bełchatowem. Były ogromne kolonie, tam jeździliśmy jako wychowawcy. Wprawdzie nie było to zakazane, nie pamiętam, czy było zakazane, czy nie, ale ja chodziłem z moimi chłopcami (bo miałem chłopców), na mszę poranną do tego kościoła. Rodzice pozwolili, kierownik ośrodka nie był przeciwny. Któregoś dnia, którejś to niedzieli słyszę znajomy głos, śpiewa organista. Więc chłopcom kazałem poczekać przed kościołem. Wszedłem na tę ambonę i patrzę, a na tych organach gra profesor Dziuś. Ja mówię: "panie profesorze, co pan tu robi?". I on mi właśnie opowiedział, mówi: "słuchaj, cztery osoby zostały wyrzucone ze szkoły, bo po pierwsze, nie chcieliśmy wstąpić do partii. A po drugie, jemu zarzucali to, że grał na skrzypcach ludowe melodie polskie zamiast czastuszek rosyjskich czy coś takiego.

Nauczycielka historii z kolei prawdopodobnie, ona mnie nie uczyła, bo mnie uczyła inna, z profesorem Bąkiem zostali usunięci z zakazem uprawiania zawodu. Proszę sobie wyobrazić, to się po niemiecku nazywa berufverboten - zakaz wykonywania zawodu. Taki to faszystowski, niemiecki zwyczaj w latach 50. był jeszcze stosowany. Opisałem to, te nazwiska, nie wiem, chyba w roku 90 w łódzkiej "Gazecie Wyborczej", gdzie trafiłem tam do pani redaktor Śledzińskiej-Katarasińskiej, później posłanki. Ona była redaktorką, no i moją młodszą koleżanką ze studiów.

Autor: Nieznany
Licencja: Creative Commons

zgłoś naruszenie zasad

komentarze
Szukaj
zobacz również

Lata 1955-1960 budowa gmachu Biblioteki Uniwersytetu Łódzkiego, potoczna nazwa Buła, według projektu inż. Edmunda Orlika.

więcej

Oczywiście. Bardzo popularne było czytelnictwo. Ludzie bardzo czytali. Za moich czasów bardzo było rozwinięte czytelnictwo. Dzisiaj młodzież wcale nie chce czytać. No ty akurat lubisz czytać, ale Tome...

więcej

Ja chodziłam do szkoły, chyba najlepszej w Łodzi, to było gimnazjum im. Elizy Orzeszkowej, na Kościuszki 21. po wojnie jak tam byłam, to tam był wydział geografii Uniwersytetu Łódzkiego, a teraz nie w...

więcej
Logo portalu Miastograf

Logo Stowarzyszenia Topografie Logo Muzeum Miasta Łodzi Logo Muzeum Historii Polski Logo Patriotyzm Jutra Logo Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Logo Łódź Kreuje

Zrealizowano w ramach stypendium „Aktywność obywatelska” (2015)
Sfinansowano ze Środków MHP w ramach programu Patriotyzm Jutra (2019)
Dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury (2018)